(ewentualnych czytelników zachęcam do zapoznania się z oryginałem, z którego zapożyczono postaci Krętacza i Piołuna, czyli „Listami starego diabła do młodego” Clive’a Staplesa Lewisa. Gdybyśmy mogli zajrzeć do nich osiem dekad później, być może wyglądałoby to tak…)
NA DOLE
– Gratuluję, Piołunie, wybornie. Tym razem mnie zaskoczyłeś! Ale wy, młode diabły, lepiej ogarniacie tę całą technologię, niż my, doświadczone demony.
Piołun pokraśniałby z dumy, gdyby nie doświadczenie obcowania ze stryjem. Za pochwałą mogła kryć się doprawdy mało przyjemna zasadzka, w związku z czym milczał.
– Nic nie mówisz?
– Stryju, dziękuję za docenienie… ale wolę wysłuchać, czy zauważasz jakieś zagrożenia dla naszej sprawy. – diablik tym razem był naprawdę dumny ze swojego przewidującego ruchy przełożonego sprytu. „Powściągliwie… nie ciesz się zbyt prędko. Pożarłby cię szybciej, niż zdążyłbyś się obejrzeć. Sukcesy… sukcesy stoją na drodze do zastąpienia go któregoś pięknego dnia. On też komuś podlega… Konkretnie Najniższej Wysokości. I dobrze wie, co to oznacza.”
Stryj miał jednak niemal wiekuiste doświadczenie.
– Brawo, moja szkoła. Jesteś ostrożny… Tym razem jednak, drogi bratanku, mówię szczerze, choć czuję do tego pewne obrzydzenie. Nie ukrywam, że niewielka manipulacją twoją osobą dałaby mi trochę rozrywki. Ale – nie tym razem! Tym razem, usiądź wygodnie, tym razem JA będę się uczył od ciebie. Wytłumaczysz mi co nieco. Siadaj.
Piołun przełknął ślinę. Zmroziła go perspektywa dłuższej rozmowy ze stryjem, ale odmowa nie wchodziła w grę. Piekło nie jest miejscem, gdzie dyskutuje się z przełożonymi. Rewolucja, obalanie hierarchii – ha! To doskonała zabawa – tam, na Ziemi. Wśród poważnych diabłów nie ma miejsca na podobną dziecinadę. Rewolta była jedna – Jedna! Wieczna i zasadnicza. Reszta jest mrówczą pracą, od czasu do czasu nagradzaną upojnie… – Piołunowi obrazy same napłynęły przed oczy.
Topienie noworodków, tysiącami… Tarcze strzeleckie z dzieci… Wandea… Polska pod okupacją… Wspaniałe, wspaniałe… Ach! – diabeł wzdrygnął się, wytrącony z chwilowego marzenia wspomnieniem własnego nienasycenia. Piekło to nie tylko przestrzeń, w której przebywają szatani – ale i bazowy stan ducha każdego z nich. Powiedzieć, że to nieprzyjemność, to nic nie powiedzieć.
Odrzucił to skojarzenie, wyciągając kopyta na edwardiańskiej sofie. Stryj miał wykwintne poczucie smaku. Wprawdzie nie było tu ani grama, ba! Atomu materii – ohydna cielesność nie miała wstępu do Przezmroku. Świetnie nadawała się do wyzyskiwania w ludzkim świecie, by kpić z Nieprzyjaciela, ale tak jak powiedział On Sam na Początku… Materia była… No, nie nasza. Wszystko, co było „w” Piekle, poza przestrzenią i czasem, było owocem czystego konstruktywizmu. Dawało to nie tylko ogromne możliwości, ale i… maksymalną satysfakcję z grania na nosie Tym z Góry.
– Co stryj chce, abym tłumaczył? – powiedział Piołun nieco piskliwie.
– Slutshaming. Genialne, genialne! Jak ci się udało wkręcić w to tę dziewczynę? Nie bierze żadnej odpowiedzialności za to, jak wygląda. Każda uwaga powoduje u niej eskalację zaangażowania. Nie słucha nikogo. Myśli, że jest wolna. Nie tylko pozwala się zbrukać, ona robi to z ekscytacją! Wystawia się na najbardziej niebezpieczne sytuacje. Nic nie dostrzega. Cóż za genialna piramida uwikłań, cóż za misterna sieć, którą sama na siebie plącze! W ciągu roku – dwóch będzie już po kilku sytuacjach bez odwrotu. Pełna nienawiści i rozpaczy, uwikła się jeszcze bardziej. Jak na to wpadłeś?
Piołun podejrzliwie sczytywał z pyska stryja każde mimiczne drgnięcie. Zaryzykował ostrożną prostolinijność.
– Nie musiałem wymyślać niczego sam. Struktury są już solidnie umocowane przez jeden z działów Pani Jezebel.
Krętacz podrapał się po czaszce.
– Departament ds. Profesjonalizacji Kuszenia Kobiet?
Piołun skinął.
– Dział Grania Normą i Nadużyciami Patriarchatu.
Zazdrość, która przeszła korpus stryja jak fala prądu była niemal namacalna. Dobrze, że nie zawył. Wycedził tylko:
– Wspaniały materiał do użycia dla Naszej Sprawy. Różnice płci, obrzydliwość – splunął siarką, aż syknęło. – Nasz pierwszy sukces też co nieco na nich się oparł… Ale trzeba przyznać, że kobiety przez tę ohydną sztuczkę z rozmnażaniem kusiło się potem trudniej. Na szczęście męskie osobniki nieco ułatwiły nam sprawę… – Krętacz przechadzał się po komnacie zamyślony – Wyzyskiwanie wyzysku! Cwane, ale skomplikowane, bo te skrajnie nielogiczne stworzenia obrażają naszą inteligencję. Trzeba było duchów, zwał jak zwał, żeńskich, żeby to rozgryżć. Nie dysponujemy takimi możliwościami, zachowują to dla siebie, z niełaski naszego Przywódcy… Pani Jezabel ma szczególne uprawnienia. – zatrzymał się – Zaraz, zaraz… TY dysponujesz?
Piołun bodaj po raz pierwszy w swoim trwaniu doświadczył poczucia wyższości nad stryjem.
– One też potrzebują czasem naszego wsparcia, Stryju. Pozwoliłem sobie niejako je zaszachować.
Zapadła cisza.
– Zaszachować? A cóż ty masz takiego, czym mógłbyś szachować stare diablice…?
– Stare, młode… Stryj też przyznaje, że zostawia dla mnie uporanie się z nowinkami. Niegodne Stryja są te wszystkie drobnice, jak to Stryj nazywa. Dekada w te czy wewte…ajfony, smartfony. Sam Stryj mówił.
Krętacz z niechęcią spojrzał na bratanka. Nie sądził, że smarkacz wykorzysta te trzeciorzędne prace – analizowanie zabaweczek człowieka, jego wynalazków, którymi próbuje ułatwiać sobie życie – do okazywania mu wyższości. Dobrze zakamuflowanej wyższości, trzeba przyznać, ale – co najgorsze – zasłużonej. Zgubiło go lenistwo. No cóż, drobna satysfakcja dana dzieciakowi, słudze, prawie niewolnikowi… niech ma.
– Prawda. Mów dalej. – rzekł tylko.
– I one też mają swoje ulubione tematy, jak Stryj. I takie, które zlecają pomniejszym diablicom, bo wydają się im zbyt tymczasowe, zmienne. Przypadkowe. Akcydentalne: cyfryzacja, technologie, media społecznościowe… A ja widzę w nich ogromny potencjał. Jeszcze nie zaczęli tak naprawdę umierać, ci millenialsi, zetki, alfy – to dzieciaki, więc Stryj nie zauważył nadpodaży dusz do pożarcia… Ale zapowiadam gigantyczne żniwo, Stryju. Przebijemy wszystkie statystyki od niespodziewanej strony. Tamci Na Górze są w niezłej kropce!
– Czego od ciebie chciały?
– Potrzebowały zrozumieć, tak jak Stryj. A ja JUŻ ZROZUMIAŁEM.
– Co takiego, Piołunie?
– Dokonujemy niemożliwego rękami ludzi, Stryju. Właśnie zmieniamy naturę ludzką.
Cisza zawisła w powietrzu i znikła szybciej niż myśl.
– COOOOOOOOOOOOOOOOO? – Krętacz się nie hamował. Wybuchł wrzaskiem na pół Piekła. – CO ROBICIE? W tym się nie grzebie! To jest niezmienne! To jest podstawa naszej pracy!!!
– Wykorzystujemy luki w oprogramowaniu, można powiedzieć. Nie mamy dostępu do rdzenia, ale nie szkodzi. Efekt jest taki sam. System wariuje, nic nie działa jak przedtem… I to je właśnie interesowało, bo robią to samo co zawsze, a przez fakt, że technologia działa jak działa, mają odmienne niż zawsze efekty.
– Nic nie rozumiem, Piołunie. Jakie macie efekty? Jakie one mają efekty? Kto, co, gdzie? Nie podniecaj się, tłumacz!
„Kto tu się podnieca” – pomyślał młodszy diabeł, nie dając niczego po sobie poznać. – „Zresztą, nie mam powodu trzymać tego tylko dla siebie, nie ja jeden to zauważyłem. Ze starymi trzeba pomału i ostrożnie”.
– Ziemia zamienia się pomału w dom niezdolnych do niczego wariatów.
– I po co nam to? Prawdziwi wariaci są poza naszą jurysdykcją, Piołunie, przypominam ci.
– No, to ci nie są prawdziwi. Doprowadzają się do tego sami, całą masą złych decyzji. A my tylko pomagamy im je podejmować. Tajemnica polega na dobrym wykorzystaniu ich własnych wynalazków, Stryju. – Piołun wyczuł bezbłędnie, że teraz stał się potrzebny. To niesie ze sobą pewne beneficja.
– Zabawki. – sapnął Krętacz – Takie czy inne, nie mają wielkiego znaczenia, drobne rozrywki, jak przy gilotynie tego doktorka jakiś czas temu czy iperycie niezastąpionego pana Habera…
– No i tu się Stryj raczy mylić, ale na szczęście Stryj ma mnie. – udał, że nie widzi pulsującej nienawiści w oczach Krętacza – A ja pomalutku wytłumaczę. Tak jak tylko poza czasem można.
*
I wytłumaczył, umniejszając od czasu do czasu znaczenie bagatelizowania przez Stryja ludzkich odkryć, by nieco zmiękczyć przekaz. Zestaw startowy – tego Stryjowi nie trzeba tłumaczyć – ten sam co zawsze. Zacytujmy:
„Nieprzyjaciel ośmielił się stworzyć to przebrzydłe COŚ, brukając świat duchowy powinowactwem z całą tą materialną scenografią. Potem uczynił człowieka, nieskończenie bardziej niedoskonałego od nas, celem istnienia całego tego majdanu i oczekiwał, że podporządkujemy się dobru tej istoty.
Gdy nasz Pan jedną rozmową z pierwszymi istotami uzyskał potwierdzenie, że całe przedsięwzięcie z ludźmi jest funta kłaków warte, uzyskując przy okazji trwały wpływ na te żałosne stworzenia, Nieprzyjaciel zamiast być wdzięczny, bardzo się zdenerwował. Przeklął cały nasz ród i obwieścił wojnę między nami a ludźmi… w której nie jesteśmy całkiem bez szans. Jest jedno ale. Wyglądało na to, że bardziej współpracująca będzie ta ostania stworzona, przecież pierwsza poszła za wskazówkami Mistrza. Ale nie! To kobieta, przedłużająca ród ludzki, tworząca dla Nieprzyjaciela oceany dusz, brrr… Zobaczymy, czy do niego dotrą…ma być nam szczególnie wroga. Zwłaszcza ta jedna Niewiasta, przez którą Nieprzyjaciel doszedł do absurdalnego szaleństwa, robiąc z siebie pośmiewisko w Przezmroku. Jego Syn zszedł na ziemię. A Ci na Górze bezwstydnie adorowali każdy Jego krok! Niepojęte! Staraliśmy się pomóc, jak mogliśmy, by się z tego otrząsnął, do ostatniej chwili poza wszelkie granice cierpienia i upokorzenia, ale cóż… Wydaje się, że nas wykiwał. Że to już koniec gry.
Zresztą tamtego dnia odwiedził nas w Piekle… TO było gorsze niż cokolwiek w naszej historii. Drżę aż potąd. A jednak wycofał się… nie zniszczył nas. Jest już Tam, na Górze i stara się połączyć na nowo wszystkie dusze ze Swoim Ojcem. Ambitny plan.
W takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak kontynuować naszą misję ze wszystkich sił: niszczyć stworzenie, nie pozwolić, by dostąpiło Nieba, z którego naszego Ojca na zawsze wygnano. On istnieje poprzez ciało? Niszczyć te ohydne więzy z ciałem i samo ciało, na wszystkie sposoby!!!
Nasi najwięksi wrogowie w scenografii stworzonej przez Nieprzyjaciela, zwanej Ziemią, bańce czasu i przestrzeni, to odpowiedzialni za przedłużanie istnienia całej tej fanfaronady: kobiety, ciało i seks. Ładnie nazwaliśmy te zbliżenia ciał ludzi, przez które mamy cały problem? Ach, no i musiałbym być ślepy, żeby nie wskazać jeszcze na ich wypadkową: rozmnażanie. Dzieci!
Każde jedno obraża naszego Pana. Każde jedno zasługuje na najpotworniejszą naszą nienawiść.
Mamy do nich tak ograniczony dostęp, a po tym, co wymyślili cholerni Uczniowie naśladując Jana, po chrzcie, bardzo pokaźnie zyskują na czasie. Obrzydliwe, cielesne, niedoskonałe, kruche, niewinne i słabe. Szczególnie umiłowane przez Nieprzyjaciela, który zamiast racjonalnie kierować się ku sile i potędze, bawi się w bycie najbardziej kochającą z matek, pfu! On nawet zstąpił jako Dziecko!
Nie do końca rozumiemy Jego motywy, ale gra na wielu szachownicach jednocześnie. Musimy być wyprzedzająco sprytni. Niszczyć każdą duszę, utrudniać jej połączenie z Nim… i im nawzajem ze sobą, tak jak to udało się zrobić w Ogrodzie Eden. Do kompletu: każdemu z nich z sobą samym. Okazało się to nie takie trudne! Jeśli ktokolwiek mógł osiągnąć mistrzostwo w tym fachu, z całą pewnością jesteśmy to my.
Nie gramy, trzeba tu przyznać, na własnej planszy. Reguły ustalił On. Nie możemy nic z nimi zrobić, ale uczymy się wykorzystywać je do swoich celów.
To się nazywa natura rzeczy. Przyczyny i skutki. Prawidłowości. Każde mają swoje słabe punkty, a naszą rolą jest je wzmacniać i rozchwiać równowagę, jaką Nieprzyjaciel założył w swoim Dziele. Na szczęście te żałosne istoty doskonale współpracują – od kiedy nasz Pan do nich przemówił, nierównowaga zaczęła je pociągać. Niech pociąga, gdy my pociągamy za sznurki”.
NA GÓRZE
– Patrzysz, co robi?
– Patrzę.
– Śledzisz ją?
– Dobrze wiesz, że muszę.
– Tylko się zamartwiasz w ten sposób.
– Raczej czuwam, by wykorzystać sytuację, jeśli tylko nadarzy się dla niej szansa.
– Podszept?
– Obojętnie. Czekam i modlę się.
Cherubin westchnął. Wiedział, co trapi Podopieczną Stróżującego.
– Towarzyszenie wchodzącym w uzależnienie to jedna z najsmutniejszych rzeczy na świecie, dobrze mi znana. Już wielu takich Podopiecznych prowadziłem. Na pocieszenie – wielu się udało, Ajwarze.
Anioł Stróżujący o imieniu podejrzanie przypominającym nazwę bałkańskiego sosu (był to efekt starego niebiańskiego żartu, wykorzystującego właśnie podszept), zasępił się.
– Nie patrzyłem na to w ten sposób. – westchnął – Ale tak, trudno nie dostrzec podobieństwa.
– Jest uderzające. Oczywiście, tam na Ziemi kłócą się i próbują zablokować podobną ideę, jak to ludzie, gdy przyzwyczaili się myśleć o czymś w jakiś sposób… zwłaszcza na Uniwersytetach i „w literaturze”. Nie musimy się tym ograniczać. Przywilej widzenia, jak jest.
– Trudno nim się podzielić z najbardziej Ukochanymi z Istot.
– Ich wolność jest źródłem cierpienia dla całego Nieba. Ale też radości i dumy – i nieskończonej Chwały Pana!
Ajwar uśmiechnął się smutno:
– Paradoksy, paradoksy… Ludzcy rodzice doświadczają tego identycznie. Cierpienie – gdy dziecko wybiera źle. Radość, duma – gdy wybiera dobrze. I morze bezradności, bo nie można dokonywać wyborów za nie. Tak jak tu, w przypadku Dziewczyny.
Dziewczyna scrollowała, przemierzając przestrzeń sieci w kierunku, który najbardziej odpowiadał budzącym się potrzebom ciała… a właściwie nie ciała, a umysłu, pragnącego zagłuszyć ewentualnie wątpliwości co do tych pierwszych. Karmiła się mieszanką usprawiedliwienia i gniewu. Zainteresowanie jej osobą co najmniej kilku osobowych bytów nieposiadających ciała – z całą pewnością umykało jej uwadze, skurczonej zresztą do formatu, jaki pozostawiał jej algorytm.
Cdn.